Mój powrót do Hiszpanii nie był łatwy, ale się stało i jestem. Będzie jeszcze czas poopisywać lokalne, codzienne sprawy, ale dziś będzie wpis turystyczny. To czym chcę się z Wami podzielić to krótka relacja z moich równie krótkich bo 26 godzinnych wakacji nad oceanem Atlantyckim. Pojechałem na plażę, spałem w aucie, opalałem się. Brzmi nudno, ale nudno wcale nie było. Wiedziałem, że ok 3km od plaży, do której można dojechać autem, jest inna plażą, gdzie można w stroju Adama i Ewy czerpać radość z piasku, słońca i fal. Nie jestem nudystą, ale akurat tego dnia pomyślałem, że czemu nie? Jestem sam, mogę robić co mi się żywnie podoba. Po ok 45 minutach dotarłem na miejsce po niełatwym, pełnym kamieni wybrzeżu. Ludzi garstka, bo to przecież przed sezonem. Jakaś parka, dwóch facetów. Postanowiłem się ulokować gdzieś na końcu, a tam czekała na mnie fascynująca niespodzianka. Filigranowa, szczupła, pełna energii dziewczyna, która trenowała jogę. Cudownie opalona skóra, zgrabne, wysportowane ciało, małe jędrne piersi, perfekcyjna pupa. Głupio byłoby się tak na nią gapić w tekstyliach więc i ja zrzuciłem krępujące mnie odzienie na piasek i rozłożyłem ręcznik jakieś 10-12 metrów od niej. Nasmarowałem się kremem i jąłem cieszyć się pięknem ślicznej dziewczyny, która robiła, szpagat, stawała na rękach, zdawała się wcale nie przejmować tym co ją otacza. Ze zdumieniem odkryłem,że w tych rajskich, słonecznych okolicznościach to wszystko zaczynało mieć coraz mniej seksualny odcień. To było po prostu śliczne. Dziewczyna na oko w wieku 25, może 27 lat, która zdawała się być absolutnie wolna i szczęśliwa.

Towarzyszył jej pies, któremu rzucała patyk i co jakiś czas spacerowała wzdłuż brzegu. Skorzystałem z okazji i zagadnąłem. Użyłem sformułowania „la pura belleza”, bo też i takie miałem odczucia. W hiszpańskiej telewizji popularny jest program „Adan i Ewa” gdzie ludzie randkują ze sobą na skąpanej w słońcu plaży całkiem na golasa, ale w życiu nie przypuszczałem, że bez żadnego skrępowania i mnie przyjdzie zagadać nagi jak święty turecki do zupełnie nieubranej dziewczyny. To było bardzo swobodne, niewymuszone, acz dziewczyna kiedy się odezwała okazała się nieco mniej powabna. Prosta, sympatyczna – czyli taki typ  niewieści, którego nie da się poderwać na elokwetną gadkę, no chyba, że w jej rodzimym języku, ale ja akurat po włosku marnie gadam. Bo to była Włoszka, jak się okazało, która na szczęście sporo rozumiała po hiszpańsku. Wymieniliśmy parę zdań, ale szybko odczytałem, że czuje się w moim towarzystwie skrępowana, więc nie udało się zainicjować rajskiego romansu. Pozostaje urocze wspomnienie i opalenizna na fragmentach ciała, na które nigdy dotąd słoneczko nie zaglądało :).